Lili i Wiesław Fijałkowscy mieszkają od ponad 30 lat w Ożarowie Mazowieckim. Oboje tworzą w następujących dziedzinach sztuki: malarstwo, rzeźba, ceramika, grafika, multimedia i grafika komputerowa

Wieslaw Fijałkowski
Wiesław Fijałkowski
Lili Fijałkowska
Lili Fijałkowska

Wywiad z artystami, który przeprowadziła Grażyna Lipska-Zaremba

Jak Wiesio poznał Lili

Jak to się stało, że młody chłopak z Warszawy pojechał aż do Moskwy na studia? W Polsce działały uczelnie artystyczne z tradycjami.
Uczelnie były, ale mnie interesował nowy kierunek – sztuka drukarska. Po skończeniu pierwszego roku studiów w Politechnice Warszawskiej zaproponowano mi wyjazd do Moskwy albo do Lipska na uczelnie z bogatymi tradycjami w nauczaniu sztuki drukarskiej.

Przed wojną moja rodzina miała głębokie związki z branżą drukarską, wujek miał odlewnię trzcionek, dziadek też jakąś drukarnię, ciotka pracowała w księgarni. Zgodziłem się i wyjechałem do Moskwy. Ukończyłem w 1974 roku kierunek: technologia druku. Przed rozpoczęciem studiów w Politechnice zdawałem też do szkoły teatralnej, bo przez kilka lat należałem do  zespołu teatralnego, którym kierował wspaniały aktor Roman Kłosowski wraz z żoną Krystyną. Niestety  mój ukochany prof. Aleksander Bardini oblał mnie na egzaminie. Zostali mi tylko koledzy i koleżanki, którzy są teraz znanymi aktorami tacy jak  Stanisława Celińska, Jerzy Bończak i kilku innych.

A co spowodowało Lilu twój wyjazd z Kijowa na studia w Moskiewskiej Akademii Sztuki i Drukarstwa im. Iwana Fiodorowa? Sztuka czy drukarstwo?
Mnie interesowała najbardziej w tamtym momencie ilustracja książkowa. W Kijowie była wspaniała Akademia Sztuk Pięknych, ale przede wszystkim z  tradycyjnymi dyscyplinami sztuki: grafiką warsztatową, malarstwem i rzeźbą. A mnie pociągała ilustracja i  design. Rozważałam jeszcze Strogonowską uczelnię też w Moskwie, gdzie zainteresowało mnie poznawanie sztuki monumentalnej, jak freski, mozaiki czy polichromie oraz ceramika. Wybrałam ostatecznie książki. Miałam wspaniałych profesorów. Ukończyłam w 1972 roku Moskiewską Akademię Sztuki i Drukarstwa na kierunku  grafiki.

Czy pamiętacie jak się poznaliście?
Poznałem Lili pierwszego dnia po przyjeździe do Moskwy. Rozpakowywałem się w akademiku i weszła dziewczyna. Dokwaterowano mnie do chłopaka, z którym Lili wtedy się przyjaźniła.

Kiedy pobraliście się? Jak długo jesteście małżeństwem?
Po roku znajomości pobraliśmy się w Kijowie w 1971 roku. W 1921 roku będziemy obchodzić jubileusz złotych godów.

Lili i Wiesław Fijałkowscy
Lili i Wiesław Fijałkowscy

Czy wasz syn odziedziczył zdolności plastyczne i zamiłowanie do sztuki?
L:
Nasz syn Daniel miał fantastyczne manualne zdolności, siedział od dziecka z nami w pracowni, lepił z gliny, świetnie rysował ale w wieku ok. 10 lat sztuka przegrała z  deskorolką. Kiedyś pomagał nam przy robieniu różnych drobiazgów ceramicznych. Do dziś nam wypomina (w żartach), że eksploatowaliśmy dziecko. Na początku chętnie chodził z nami na wernisaże ale potem przestało go to interesować. Natomiast  zaciekawił się  muzyką. Wiesiek w młodości grał w zespole muzycznym na gitarze, ja ukończyłam w Kijowie szkołę podstawową muzyczną na fortepianie. W domu zawsze był jakiś instrument. Daniel  za bardzo nie chciał uczyć się nut, choć lubił brzdąkać sobie na gitarze. Po drugiej klasie liceum wyjechał na wymianę do USA i tam skończył szkołę średnią. Kupił sobie gitarę za zarobione przez siebie pieniążki. Zaczął komponować. Przesyłał kasety ze swoimi piosenkami, a ja słuchałam z łezką w oku. Po powrocie założył wraz z kolegami zespół. Komponował piosenki i pisał teksty. Zespół jeździł w trasy koncertowe i wydał płytę. Piosenka tytułowa z tej płyty była w I programie Polskiego Radio przez parę miesięcy na pierwszym miejscu listy przebojów. Po jakimś czasie  zespół się rozpadł, nie mieli dobrego managera.  Uzupełniał wiedzę muzyczną przez 3 lata i w międzyczasie założył firmę wraz z kolegą z zespołu – z samej muzyki trudno było wyżyć. Potem już czysto jako hobby podjął naukę śpiewu, ale zamiłowanie do muzyki zostało i od czasu do czasu gra z kolegami sentymentalnie.

Gdzie urodził się syn? W Moskwie?
W:
Nie, w Polsce, rok czasu staraliśmy się aby wypuścili moją żonę do Polski. Obiecałem sobie, że jak to się uda, to sam wypiję pół litra wódki. I to zrobiłem.

L: Zresztą kłopoty mieliśmy od ślubu począwszy. Rodzina Wiesia nie mogła przyjechać do Kijowa na nasz ślub, bo moja rodzina nie mogła załatwić zaproszenia, bo to dla urzędników byli obcy ludzie i urzędnik nie dał się przekonać, że po ślubie rodziny się poznają i po to właśnie chcą przyjechać do Kijowa. Wiesław próbował zaprosić rodziców do Moskwy niby w odwiedziny. Usłyszał, że akademik będzie w remoncie, a na stwierdzenie, że przenocują u krewnych narzeczonej  rektor odmówił, twierdząc, że nie będzie oszukiwał władzy radzieckiej. Tak wszyscy wszystkiego się bali. Więc na własnym ślubie Wiesiek był samotny jak palec i było jemu bardzo przykro z tego powodu. Zresztą Wiesław mógł w czasie studiów poruszać się tylko w obrębie 50 km od centrum Moskwy. Oczywiście nie stosował się do tego zakazu, ale przezornie nie przyznawał się, że jest Polakiem, a mówił, że raczej pochodzi z krajów nadbałtyckich, bo to jest podobny akcent w języku rosyjskim.

Kiedy i dlaczego zamieszkaliście w Ożarowie?
Na Żoliborzu brakowało nam dużej pracowni. Zaczęliśmy budowę domu w 1986-87 roku, skończyliśmy w 90. W Sylwestra od razu nas okradli i musieliśmy się szybko wprowadzić aby nie wymontowano okien, kaloryferów i drzwi – tak nam doradziła policja. Syn został na Żoliborzu z mamą Wiesława aby nie zmieniać szkoły w trakcie roku.

Lili i Wiesław Fijałkowscy w swoim domu
Lili i Wiesław Fijałkowscy w swoim domu

Czy rozmawiacie o pomysłach, które wam przychodzą do głowy? Czy każdy tworzy swoje dzieło i pokazuje tylko efekt końcowy?
Prawie wszystkie sprawy konsultujemy ze sobą, omawiamy i szukamy najlepszych rozwiązań.

Widziałam na stronie Lili cykl obrazów Manekiny. Jaka jest idea tego cyklu? Wszak manekin to sztywna kukła, bezosobowa bryła.
Byłam członkiem grupy, która nazywała się SuperBaby. Ideą grupy było to, że baby malują baby. Wszak to przeważnie faceci malują kobiety. Nam chodziło o to, żeby pokazać jak każda z nas widzi ten temat. Mnie zawsze pasjonował akt, ciało kobiety, które jest wspaniałe. Nie malowałam realistycznych aktów konkretnych modelek tylko skupiałam się na formie, geście, ruchu i kształtach kobiecego ciała. Moje manekiny to zabawa formą, kształtem i kolorem. Lubię kolory mocne, intensywne, nie lubię rozmytych „maziajów”, szaroburych barw.

Lilu i Wiesławie – jesteście uczestnikami międzynarodowego ruchu i kierunku w sztuce zwanego decentryzmem. Sam wyraz niesie w sobie określenie czegoś, co nie jest w centrum. Poproszę o przybliżenie czytelnikom istoty tego nurtu w sztuce.
W:
Kierunek powstał w 1986 roku w Polsce i jest to głównie polsko-francuski nurt. Twórcą i autorem manifestu tego kierunku jest Adam Wiśniewski – Snerg, pisarz w dziedzinie fantastyki naukowej. Autor własnych teorii świata: Teorii nadistot, Teorii bezpieczeństwa i koncepcji decentryzmu. Głównym przedstawicielem i założycielem tego ruchu jest malarz Marek Ruff, brat  Adama, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.. Główna idea polega na tym aby pokazać widzowi i uwypuklić to, co jest poza ramą obrazu ale tak, aby widz wiedział o co chodzi. To może być fragment jakiejś całości, która znajduje się poza ramami obrazu, ale patrząc na obraz widz wie o co chodzi, bo jest to tak podane, że sugestia autora jest rozpoznawalna.

 L: To taka intelektualna zabawa. W decentryzmie na obrazie widzimy część, fragment tego co jest poza centrycznym obrazem (przykładowo dwie dłonie w uścisku). Rzeźba jest bardzo trudna, bo mamy trzy wymiary.

Ruch rozwinął się w kilku kierunkach. Prężnie działa grupa fotografików, są malarze, rzeźbiarze, odbywają się konferencje naukowe, wystawy i plenery. Decentryzm zainteresował wielu artystów z całego świata. Mieliśmy wystawę wraz z żoną znanego pisarza Paulo  Coelho, który napisał wstęp do jednego z katalogów wystawy „Decentryzm – Ukryty wymiar”,

W: Ostatnio decentryzm stał się ilustracją wykładów „Jak działają bodźce artystyczne – tajemnice umysłu” dr inż. Pawła Baranowskiego, który ubiera życie we wzory matematyczne. Dla niego decentryzm jest przykładem takiego widzenia świata.

Oglądając prace na waszych stronach postrzegam je jako uchwycenie takiego elementu, gestu, zdarzenia, układu brył, który symbolizuje pewne emocje, zdarzenia, opisuje miejsce itd. Nie widzimy żadnej akcji ale mamy skrót myślowy, który nasz mózg uzupełnia obrazami zdarzeń, miejsc czy osób. Takie podejście bliskie jest symbolizmowi. Czy jest i jaka różnica między decentryzmem a symbolizmem?
W:
W symbolizmie obrazy zawierały tradycyjne przedstawienia centryczne z elementami, które coś symbolizowały. Można powiedzieć, że pierwszym decentrystą był Diego Velazquez, który namalował obraz „Las Meninas” – „Panny dworskie” z odbiciem księżniczki w lustrze.

Zaciekawiła mnie specjalność Lili określona jako multimedia komputerowe. Co to dokładnie oznacza, komu jest to potrzebne i gdzie używane?
L:
Zawsze fascynował mnie komputer ale urodziłam się trochę za wcześnie. Uważam, że komputer jest wspaniałym narzędziem dla artystów. Poznałam trochę programów graficznych i mogę realizować swoje pomysły.

W moim podejściu do multimediów  komputerowych wykorzystuję prace już przeze mnie zrealizowane, obrazy albo rzeźby. Korzystając z programów graficznych przekształcam je przy pomocy komputera w zupełnie inne byty, które już dalej żyją swoim życiem. Powstają ruchome prezentacje – nowe dzieła sztuki a jak dołoży się do tego muzykę, to oddziaływanie jest bardzo mocne. Multimedia często towarzyszą naszym wystawom.

Bardzo lubię też grafikę komputerową. Nie wymaga ona istnienia dzieła. Sama w sobie jest dziełem – realizacją moich wizji i pomysłów. Urzekają mnie fraktale i to co można uzyskać przy pomocy fraktalnych programów.

Wasze prace – malarstwo, rzeźba, ceramika są pełne żywych kolorów, linie są kreślone z rozmachem i mają w sobie ogromny dynamizm.  Czy ta żywość, energetyczna barwność, bogata paleta kolorów jest w was?
Tak. W: Choć w ceramice ograniczeniem są szkliwa i inna skala barw.

Pośrednio zapytałam was o wasze nastawienie do życia.
Jest bardzo optymistyczne, W: Ja nie żałuje niczego w swoim życiu, mógłbym je nawet powtórzyć. Mam udane życie.

Co wam sprawia radość?
W: Chociażby mieszkanie na łonie natury.

L: Każdy dzień dany nam przez Boga jest świętem. Należy się nim cieszyć. Nie bardzo rozumiem malkontentów, dla których wszystko jest nie tak, coś ciągle przeszkadza, poszukują winnych za swoje niepowodzenia życiowe i nie widzą, że taka postawa właśnie przynosi rozczarowania i przeszkadza w radości życia. Ja dodatkowo jestem bioenergoterapeutą, należę do Polskiego Stowarzyszenia Bioenergoterapeutów choć teraz mam coraz mniej czasu na medytacje i rozwijanie swoich umiejętności bioenergetycznych. Dla mnie jest ważny spokój ducha, otwartość na świat i – podstawa – trzeba kochać ludzi.

W:Nie zawsze nam było łatwo, były trudne momenty. Mamy pracę, którą możemy do końca życia realizować i taką, która sprawia nam ogromną przyjemność.

Wasz dom jest wypełniony waszymi pracami, przeniknięty waszą sztuką, waszą pracą artystyczną. Czy to nie męczy?
L:
Nie. Gdy wracamy z dalszych i bliższych podróży mówię „Witaj mój kochany domku”, W: Każda rzecz, to nasze dziecko. L: Ja się bardzo nie lubię rozstawać ze swoimi pracami. Sprzedaję je bo z czegoś muszę żyć. Ważne jest dla mnie kto kupuje moje prace, chcę wiedzieć czy to idzie w odpowiednie ręce.

Lili i Wiesław Fijałkowscy w swoim ogrodzie
Lili i Wiesław Fijałkowscy w swoim ogrodzie

 

Wybrane prace Lili Fijałkowskiej

Wybrane prace Wiesława Fijałkowskiego

Rzeźba Pojedynek Bohuna z Wołodyjowskim

Rzeźba pojedynek Bohuna z Wołodyjowskim zrealizowana wspólnie z rzeźbiarskim małżeństwem Teresą Pastuszka – Kowalską i Dariuszem Kowalskim, autorami znanej rzeźby Agnieszki Osieckiej na Saskiej Kępie i wielu innych realizacji w kraju i za granicą.

Rzeźba została odsłonięta w Parku w Starych Babicach 20 grudnia 2018 roku.

Przybyło kilka klas dzieci z pobliskiej szkoły podstawowej noszącej imię Henryka Sienkiewicza.  Gośćmi honorowymi była prawnuczka pisarza pani Anna Dziewanowska, etnograf wraz z bratanicą, aktor Daniel Olbrychski, grający w ekranizacjach wszystkich części Trylogii. Nie zabrakło artystów rzeźbiarzy, którzy wykonali pomnik.

Realizacja przedsięwzięcia poprzedzona była studiami dotyczącymi ubioru, broni, charakteru postaci i wreszcie uchwycenie momentu akcji – natarcia pułkownika Michała Wołodyjowskiego na Bohuna. To prace studyjne w postaci rysunków i szkiców. Kolejnym etapem było wykonanie modelu pomnika w wybranej technologii (gips, glina, inne) w skali 1:20.  Oczywiście ważna była akceptacja zleceniodawcy. Po niej wykonany został model w skali 1:1. Taki model dzieli się na części, tnie i robi formy gipsowe. Jadą one do odlewni i tam są wykonywane w brązie. Kolejny etap to połączenie elementów odlanych w brązie, ich obróbka, szlifowanie a na koniec patynowanie. Ostatnim elementem jest przewiezienie pomnika w ustalone miejsce  i montaż na postumencie, którym w przypadku tej rzeźby są dwa potężne, granitowe kamienie.

Figury mają 2,50 m wysokości, wykonane są w brązie. Drogowcy wykonali aleję i renowację mostu.

Nad czym obecnie pracujecie?

Przygotowana jest koncepcja  i projekty recepcji, mozaiki i kaplica dla  Hospicjum w Bramkach. Przed Hospicjum ma stanąć rzeźba ogrodowa wykonana w strzegomskim granicie.
Po zatwierdzeniu projekt będzie realizowany wspólnie z rzeźbiarskim małżeństwem Teresą Pastuszka – Kowalską i Dariuszem Kowalskim.

Wykonaliśmy też dla Zespołu Szkół nr 1 im. Melchiora Wańkowicza w Błoniu projekt muralu i popiersie patrona szkoły.

 

Zapraszamy na stronę autorską Lili i Wiesława Fijałkowskich.

 

Dodaj komentarz

Close Menu