Pani Joanna Iwanicka została obdarzona wieloma talentami; jest poetką, pisarką, kompozytorką i pianistką oraz malarką a z wykształcenia chemikiem.

01-DSC00978-Joanna-Iwanicka
Joanna Iwanicka 6 czerwca 2019 roku na wieczorze autorskim w klubiku osiedlowym

Do Ożarowa rodzina pani Joanny przeprowadziła się z Gostynina w latach 60-tych. Ona sama zamieszkała w Ożarowie w 1964 roku, będąc wtedy studentką chemii w Politechnice Warszawskiej.

Dziadkowie ze strony ojca

Piotr Roman Michalski pochodził z rodziny warszawskiej.

Rodzice Piotra Michalskiego (dziadkowie pani Joanny Iwanickiej) Piotr (1886-1959) i Julia z Rychlickich (1886-1945) studiowali w Uniwersytecie Warszawskim. W 1905 roku wzięli udział w manifestacjach studentów i zostali relegowani z uczelni. Osiedlili się na wsi pod Gostyninem. Założyli tam szkołę, prowadzili ją i pracowali w niej jako nauczyciele. Pani Michalska, babcia prowadziła też przy szkole stancję dla uczniów. Trochę pisała. Działalność tej szkoły została opisana w książce napisanej przez koleżankę w Gostyninie.

Piotr Michalski był burmistrzem Gostynina w latach 1926-28.

Państwo Michalscy wychowali sześciu synów. Jeden z nich został zamordowany przez hitlerowców, drugi ukończył AWF i był nauczycielem w Warszawie, trzeci syn Stanisław ukończył SGPiS, był ekonomista, pracował w Sochaczewie i potem w Warszawie, najmłodszy z synów nie ukończył studiów ale był uzdolniony manualnie. Ten pozostał w Gostyninie. Kolejny syn, Piotr Roman (ojciec pani Joanny) ukończył Akademię Muzyczną.

Rodzice

Piotr (Roman) Michalski (1915-1990) i jego żona Eugenia z domu Markowska mieszkali w Gostyninie. Piotr Michalski – ojciec pani Joanny – ukończył Akademię Muzyczną i uczył muzyki w Liceum Pedagogicznym w Gostyninie. Ona sama Joanna uczyła się w Liceum Ogólnokształcącym im. Tadeusza Kościuszki w Gostyninie. To była szkoła z tradycjami i wysokim poziomem nauczania. Zainteresowanych odsyłam na stronę z historią tej szkoły.

Jeszcze w czasie pracy w Gostyninie, Piotr Michalski zachorował na cukrzycę. Leczył się w Milanówku, gdzie był szpital dla cukrzyków. Dojazdy były bardzo uciążliwe. Brat załatwił mu pracę w Ożarowie.

Rodzina Michalskich przeniosła się w 1962 roku do Ożarowa. Z małżonkami mieszkała babcia Joanny, Lucyna Markowska z domu Filipowicz.W 1964 roku zamieszkała z rodzicami Joanna, która była wtedy studentką chemii w Politechnice Warszawskiej.

Siostra pani Joanny Urszula po ukończeniu szkoły muzycznej w Łodzi rozpoczęła studia w obecnej Akademii Muzycznej w Warszawie. Po ukończeniu studiów w Politechnice Warszawskiej, pani Joanna również ukończyła studia muzyczne w Warszawie. Siostra już nie żyje.

Mama pani Joanny, Eugenia Michalska pracowała jako księgowa w ożarowskiej parkieciarni. Piotr Michalski pracował w szkole nr 1 w Ożarowie, uczył muzyki. Był zastępcą dyrektora szkoły aż do objęcia w 1976 roku tego stanowiska przez panią Wiesławę Churawską, nauczycielkę biologii i geografii.

Szkoła Podstawowa nr 1 w latach 1961-69 prowadziła klasę o profilu muzycznym.

Pana Piotra Michalskiego tak wspominają jego uczniowie.

Stanisław Zdanowicz, wspomnienie z lat 1972-76:

„Był to człowiek orkiestra, grał chyba na wszystkich instrumentach. Budził grozę i szacunek. Uczył mnie od V do VIII klasy. W V i VI śpiewałem u niego w chórze. Na początku VIII lub pod koniec VII klasy, po kilku dwójach za moja oporność, zaczął mnie uczyć grać na kontrabasie (byłem wysoki i miałem wyczucie rytmu) i szybko dołączyłem do orkiestry szkolnej grającej z chórem. Pamiętam nawet, że byliśmy na jakiś przesłuchaniach międzyszkolnych, które odbywały się w ogromnej sali przy fabryce traktorów w Ursusie.

Córka pana Michalskiego Joanna uczyła nas muzyki w IV klasie (też grała na skrzypcach), próbowała nas nauczyć nut ale to dopiero jej ojciec dał radę.

Piotr Michalski przynosił na lekcje płyty z muzyka poważną i ją nam puszczał.

Najbardziej był znany z kuksańców pod żebro na korytarzu i zawołania „uważaj nooo…”, niektórzy to przerabiali na skrót „łaj nooo…””.

Ryszard Michalski (zbieżność nazwisk przypadkowa)

pamięta lekcje muzyki z panem Piotrem Michalskim, gdyż ten nazywał go kuzynem, ale tylko po to aby zachęcić go do nauki, ponieważ żadnego pokrewieństwa nie było, natomiast przy dalszej odporności na wiedzę potrafił przywalić smykiem po głowie. 

Joanna Iwanicka

Joanna Michalska pracowała w Ożarowie w Szkole Podstawowej nr 1 ucząc chemii i muzyki. Dawała też prywatne lekcje muzyki i gry na instrumencie.

Dodatkowo podjęła również pracę w Dziale Kontroli w ożarowskiej Fabryce Kabli, gdzie z przerwami przepracowała trzydzieści lat. Tam też poznała swojego męża Piotra Pawła pochodzącego z Błonia. Mąż przepracował w Fabryce Kabli 37 lat, „zaliczając” praktycznie wszystkie działy aby potem na 23 lata przejść do pracy jako nauczyciel w kablowskich szkołach.

Mają dwoje dzieci: córkę i syna.

Córka Katarzyna  jest lekarzem. Pracuje w Centrum Zdrowia Dziecka. Jest kierownikiem Ośrodka Audiologii i Foniatrii, audiologiem, foniatrą i specjalistą genetyki klinicznej. Jej mąż Maciej jest również lekarzem, kierownikiem Zakładu Patologii, profesorem Instytutu CZD. Teściowa córki też jest lekarzem. W czasie rozmowy pani Joanna żartuje, że „wszyscy są związani z medycyną i wciąż mnie diagnozują i mam tego dosyć”.

Syn Jędrzej Piotr Jeremi ukończył Wydział Wzornictwa ASP w Warszawie. Mieszka w Ożarowie Od 2008 roku prowadzi studio projektowe pod wdzięczną nazwą wujekpatrzy.pl. Nie jest żonaty.

Pani Joanna ma dwoje wnuków, Jurka i Mariankę.

Pani Joanna Iwanicka pytana o pracę w Fabryce Kabli odpowiada: „Wszyscy z tej fabryki a raczej pewna część czuła się niezwykle związana z fabryką i kiedy ona się kończyła (2003 rok) oni to straszliwie przeżywali. Ja już wtedy nie pracowałam. Wzięłam odprawę, po to żeby zbudować dom i żeby wyprowadzić się z bloków.

Do końca fabryka była świetnym zakładem. Miesiąc przed moim odejściem opracowywałam kontrakt dla Meksyku. Odeszłam, bo zaproponowali niezłe pieniądze. A widziałam, że się wali. Mój mąż pracował do końca zakładu, do 2003 roku”.

Joanna Iwanicka artystka

01-IMG_0166-Joanna-Iwanicka
Joanna Iwanicka na wernisażu w DK „Uśmiech” w 2012 roku

Joanna Iwanicka jest członkiem II Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Autorów Polskich.

Należy do grupy artystycznej „Terra Poetica”. Znajdziesz tam biogram i kilka wierszy pani Joanny.
Grupa prowadzi też swój profil na Facebooku, gdzie można śledzić aktualne wydarzenia z nią związane.

Właśnie na FB jedna z Terranek, Joanna Jankowska „ Oxyvia”, w imieniu całej grupy Terra Poetica tak pisze: „Spotykamy się na wspólnych wieczorach poetycko-muzycznych w domach kultury, bibliotekach, kawiarniach artystycznych. Nasze występy są przygotowywane i uporządkowane logicznie, tworzą spójną całość tematyczną i dramatyczną, są małymi spektaklami złożonymi z piosenek i wierszy, a czasem też z gawęd lub humorystycznych dialogów. Każdy taki spektakl ma tytuł i określony temat, i dzieli się na sekwencje podtematyczne. Zbieramy się również na warsztatach poetyckich  […] Jesteśmy ludźmi różnych zawodów i w różnym wieku (rozpiętość trzech pokoleń), z różnym dorobkiem literackim i nie tylko (niektórzy mają na swoim koncie wiele publikacji, nagród i sukcesów, inni dopiero zaczynają wspinaczkę na drodze popularyzacji swej twórczości), piszemy w rozmaitych konwencjach, tradycjach i poetykach: tworzymy lirykę rymowaną i białą, klasycyzującą i awangardową, teksty piosenek, satyry, fraszki, limeryki, opowiadania, baśnie dla dorosłych, wiersze i baśnie dla dzieci, utwory sceniczne i kabaretowe. Naszym manifestem literackim jest właśnie różnorodność – tolerancja i rozumienie inności w literaturze (a także w pozostałych sferach życia).

Choć bardzo odmienni w sposobie pisania, inspirujemy się wzajemnie, wspieramy i popieramy, organizując literackie przedsięwzięcia, jak wspólne publikacje, wieczory autorskie, promocje indywidualnych i zbiorowych książek, popularyzacja działalności grupy na wielu polach i w wielu miejscach.

Poza tym zżyliśmy się, polubiliśmy, jesteśmy zgrani i czerpiemy radość z bycia razem, a wspólna działalność jest naszą wielką pasją”.

Joanna Iwanicka jest autorką wierszy białych i prozy, pianistką, kompozytorką muzyki do tekstów własnych oraz innych Terran.

Opublikowała zbiór opowiadań z czasów dzieciństwa „Kalejdoskop”. Powieść wzbudziła duże zainteresowanie, gdyż opisuje świat widziany oczami dziecka. Joanna Iwanicka w wierszu „Odjazd” konfrontuje kolejny raz życie osoby dorosłej i świat dziecka pisząc:

Życie przeważnie jest codzienne.
Nie myślałam o tym,
wracając ze szkoły
z dwoma warkoczami marzeń
o podróży do wesołego kraju skocznej niedzieli.

03-Kalejdoskop-Joanna-Iwanicka

Trzy tomiki wierszy „Potykając się o nadzieję”, „Miasteczko” i „Rok w ogrodzie”,

04-Potykajac-sie-o-nadzieje-Joanna-Iwanicka   

05-Miasteczko-Joanna-Iwanicka

06-Rok-w-ogrodzie-Joanna-Iwanicka

oraz wspólnie  Joanną Jankowską „Oxyvią” i Barbarą Szafrańską zbiór wierszy i opowiadań „Miasto”.

07-DSC02458-Joanna-Iwanicka-Miasto

W 2015 roku ukazała się płyta z piosenkami Joanny Iwanickiej. Śpiewa pani Aldona Homziuk, mieszkająca w Sochaczewie.

08-plyta-spiewa-Aldona-Homziuk

Na YouTube można znaleźć kilka utworów z tej płyty:

Piosenka pt. Dzieciństwo, kołysanka – słowa i muzyka: Joanna Iwanicka:
Piosenka pt. Życie jak teatr – słowa i muzyka: Joanna Iwanicka:
Piosenka pt. Za-dumka – słowa: Oxyvia, muzyka: Joanna Iwanicka:
Piosenka pt. Terra Poetica – słowa: Oxyvia, muzyka: Joanna Iwanicka:
Piosenka pt. Czarodziej – słowa, muzyka, akompaniament: Joanna Iwanicka „Jota” Śpiew: Aldona Homziuk Skrzypce:Elżbieta Kurczyńska-Sołowej Piosenka aktorska, teatralna .. poezja śpiewana .. literacka .. Grupa Literacko – Muzyczna: Terra Poetica

Joanna Iwanicka jest też malarką. Uprawia różne techniki.

Zachwycają delikatne akwarele przedstawiające kwiaty:

09-DSC02456-Joanna-Iwanicja-Malwy-akwarela

10-IMG_0135-Joanna-Iwanicka-irys-akwarela

Mocne obrazy olejne na desce, czy tekturze, czasem inspirowane obrazami mistrzów.

11-IMG_0140-Joanna-Iwanicka-z-wystawy

12-IMG_0143-Joanna-Iwanicka-Malwy-olej-na-tekturze

13-IMG_0121-Joanna-Iwanicka-Samowar-olej

Akwarele przedstawiające architekturę rejestrują ulotne obrazy kościółków oblanych światłem, przeglądających się w wodzie.

14-DSC00988-Joanna-Iwanickaobrazy

15-DSC00992-Joanna-Iwanicka

Na wystawie obrazów połączonej z wieczorem autorskim, czytaniem fragmentów książki „Kalejdoskop” i podpisywaniem autorskich dedykacji Joanna Iwanicka prezentowała też wśród obrazów portrety. Akompaniowała również na pianinie Aldonie Homziuk, która śpiewała piosenki ze słowami pani Joanny Iwanickiej. Ten wieczór odbył się 14 października 2012 roku w Domu Kultury „Uśmiech”.

Dzięki uprzejmości pani Teresy Cieplechowicz możemy obejrzeć fotorelację z wernisażu Joanny Iwanickiej w DK „Uśmiech” w październiku 2012 roku zapisaną na jej profilu na Facebooku.

16-IMG_0118-Joanna-Iwanicka

17-IMG_0117-Joanna-Iwanicka

Czasem artystka rozbawi widza dziecinną narracją, jak obrazkiem Mikołajka.

18-DSC00989Joanna-Iwanicka-Mikolajek

19-2019.05.09-Joanna-Iwanicka-DSC00460-portret
Joanna Iwanicka 9 maja 2019 roku w czasie wywiadu.

W trakcie wywiadu artystka podzieliła się refleksjami dotyczącymi zawodów, które uprawiała.

Mówiła: „Sumienie mnie gryzie, że przez całe życie zajmowałam się technologią tworzyw sztucznych tu w ożarowskiej fabryce a przecież jest to produkcja śmieci”.

Mam też wyrzuty sumienia, że muzyka, kształcenie muzyczne poszło w kierunku disco polo, którego nienawidzę. A muzyka to też mój zawód. Uczyłam muzyki, dzieci przychodziły na muzykę. Mam wyrzuty sumienia, że byłam za słaba, że nie byłam w stanie zaprotestować ani przeciwko jednemu ani przeciwko drugiemu”.

Grażyna Lipska-Zaremba

Joanna Iwanicka wiersze

Odjazd

Gdy z ulgą przekraczałam granicę światów
Porastał ją łopuch, pokrzywa i perz.
Pociąg odjeżdżał do kraju skocznych rytmów
i wiecznej niedzieli.
A na peronie jak zwykle wiał wiatr.
Roznosił zarodniki chwastów i ziół
Do serca wwiewał przetrwalniki smutku.

A potem życie.
Źle ubrane i codzienne.
Piegowate, trochę nudne.
Zabiegane, pozbawione głębi.

A gdy się tego nie spodziewam wcale
Kiełkuje w sercu krzak łopianu
Zapuszcza mlecz korzenie w gęstwinie kłączy perzu
I pachnie już maciejka, która wzejdzie wśród pokrzyw
Z nasionka sprzed czterdziestu lat.

A tamte dni chusteczką machają na peronie.

Życie przeważnie jest codzienne.
Nie myślałam o tym,
wracając ze szkoły
z dwoma warkoczami marzeń
o podróży do wesołego kraju skocznej niedzieli.

Miasteczko I

Mówię ci, że nie ma,
Że nie ma już miasteczka.
Odpowiadasz, jest na mapie, w internecie,
można dojechać tam autem.

Zaopatrzone w nowy hejnał jak w gwizdek sędziego
w południe rozdaje czerwone kartki
tym, którzy wątpią w jego istnienie.

A więc
oglądam mapy i foldery,
wpatruję się w uliczki.
No, no, mówię, świetnie,
Ale gdzie jest tamten krzak dzikiej róży?
Gdzie pelargonia w odrapanym oknie?
A zagajnik, w którym rosły maślaki?
Gdzie pani K., która sprzedawała lizaki na rogu?
A gdzie gaik brzozowy i trawa
gładka i słodka jak wiersze Asnyka
W satynowej, zielonej okładce, no gdzie?

Dostaję czerwoną kartkę.
Wiem, że za rok wrócę
i znów szukać będę tego, czego nie ma.

 

Miasteczko II

Przeszła jesień przez moje wspomnienia,
Nałożyła fachowo laserunek z sepii.
Ocierając się o mnie szepnęła– to kolor tęsknoty.

Poczułam się jak emigrant czasu,
Który ciągle wracając, powrócić nie może.
Każdy go bowiem powrót odziera ze złudzeń
I jak Mondrian zostawia suchy szkielet sedna.
Daremność.

W moich snach miasteczko oskarża mnie o zdradę.
Od kiedy przestałam oddychać jego powietrzem,
Za karę staje się mniejsze od gniazda jaskółki
I może już zmieścić się na dłoni.

Oglądam je przez powiększające szkło marzeń,
Karmię kłamstwami.

Tymczasem na mojej dłoni gęstnieje czas.
W mroku ledwie widać zamkową wieżę.
Do szuflady chowam wspomnienia lawowane sepią.
Znika miasteczko.

Do czego więc tęsknię i na co czekam?

 

Młynek do marzeń

Przy ulicy Stodólnej wiatr plącze pajęczyny
W stuletnim welonie panny młodej,
Gdy ucieka z fotografii razem z panem młodym.
Już ich prawie nie widać spod siatki spękań.
A we wdeptanym w ziemię lusterku zamarzniętej kałuży
marszczy się diabeł smutek
jak zmięta i mokra od łez chusteczka.

Przy ulicy Stodólnej nie ma już zdunów i kaflarzy
i nikt już garnków nie lepi.
Nawet święci przenoszą w walizkach nadzieję
z warsztatów na ostatnie piętra bloków pachnących tynkiem.

Coraz wolniej się kręcą garncarskie koła dni,
które nie mają już dat ani nazw.
Niegdysiejsze młynki ze ślubnych prezentów
Do mielenia marzeń, szczęśliwości i niedoli.

 

Rankiem

O świcie miasto kończy ekscesy.
Podarte i zabłocone rajstopy wyrzuca do śmietnika,
płoszy szczury i koty.
Wygładza drogi, ścieżki chodnikom prostuje,
z gołębiem myje się w kałuży,
podbite pod knajpą oko księżyca
zakrywa chmurą lub wieżą kościoła.
Taktownie przemilcza powroty.
Bicie dzwonów o szóstej trzydzieści
zagłusza luksusowym mruczandem aut z garażu do garażu.

W błyszczących karoseriach będzie się przeglądać w drodze do pracy,
gdy rozbudzone, pachnące i rześkie
włączy radia i komórki, włoży w uszy wesołe empetrójki,
spiesząc do technologicznych wyznań wiary.
Przekonuje, że chodzi o to, aby sens życia można było sobie kupić.

Nie zauważy nawet, że trzy sosny przy nowym wiadukcie
wysyłają żółknące ostrzeżenie
do tego postępu, co goniąc tak szybko
udławi się własnym ogonem.

 

Zmierzcha

Mieszają się w mieście o zmierzchu
dwa porządki. Nasz i ten z kosmosu.

Miasto w gorączce
zapala światła, choć słońce jeszcze nie zaszło.
Z bibliotek i kościołów wychodzą modlitwy
i wszystkim przechodniom nakładają aureole.

Nie leczone kaszle, gwiżdże, zgrzyta i drży.
Tramwaje puchną, domy męczą dreszcze wind.
Boli podziemny tupot. Latarnie dygocą.

Zanim zaczną plamić trotuary,
piją żwawo duszkiem złoty trunek,
bowiem bursztynowy gąsior za wieżowcem znika.

Mandarynka wrzucona w środek karuzeli
wszystkich pór dni i nocy.

A po spektaklu ulga.
Spada kurtyna i idziemy do knajpy.

 

 

 

Ten post ma jeden komentarz

  1. Anna

    Miałam okazję poznać Panią Joannę w dzieciństwie poprzez moich Rodziców pracujących w Fabryce Kabli w czasie wspólnych ferii spędzonych w Czarnym Potoku (ośrodek Fabryki Kabli – wczasy pracownicze). Cudowna, wspaniała, ciepła, bardzo serdeczna kobieta. Cieszę się, że za pośrednictwem tej strony mogłam poznać Panią Joasię (tak się wyrażali moi Rodzice) na nowo!
    Zasyłam serdeczne pozdrowienia.

Dodaj komentarz