Prezentujemy treść artykułu Ewy Morus zamieszczonego w redagowanej przez Władysława Narowskiego (1915-1987) lokalnej gazecie „Mówi Pruszków; lewapodstołeczna” w grudniu 1974 roku. Autorka opisuje swoje początki w szkole w Umiastowie oraz przedstawia wypracowane podejście do uczniów, do wychowania i nauczania. W artykule zamieszczono kilka zdjęć. Mimo ich fatalnej jakości, kilka zamieszczamy w tekście dla ilustracji słów autorki.
Pod artykułem Ewy Morus zamieściliśmy wspomnienia uczniów szkoły w Umiastowie i jej kierowniczki Ewy Morus. Pojawiły się one na Facebooku po publikacji wpisu:
Ewa Morus – oddała serce szkole
Na końcu wpisu prezentujemy zdjęcia z Narodowego Archiwum Cyfrowego wykonane w szkole w Umiastowie w latach 1973 i 1982.

Okładka pisma „Mówi Pruszków lewapodstołeczna” z grudnia 1974 roku z artykułem Ewy Morus z Umiastowa
Moje doświadczenia dydaktyczno-wychowawcze
30 lat Polski Ludowej łączy się z 30-leciem mojej pracy w szkole w Umiastowie. Jest to 30 lat pracy „od niczego”; żmudnej, wytrwałej, z zaparciem się siebie — dla dobra społeczeństwa w obwodzie tut. szkoły — cząstki Polski Ludowej.
Mordy, palenie całych wsi w Bieszczadach przez bandy, zmusiły mnie z rodziną uciekać z domu, z tym co się dało wynieść w rękach.
Przyjęła nas do siebie znajoma w Pruszkowie. Inspektorat Szkolny w Warszawie zatrudnił mnie jako kierownika szkoły w Umiastowie. Rok 1945 — ni pociągi, ni autobusy nie kursowały. Przyszłam do Umiastowa: „szkoła”, to była izba w dawnym czworaku dworskim. Niska, ciemna, wilgotna. 4 oddziały — klasy łączone. Była też druga nauczycielka, dojeżdżała rowerem z Ożarowa. Mieszkania żadnego w Umiastowie nie było. Moja rodzina mieszkała w Pruszkowie u znajomej, a ja wędrowałam pieszo codziennie rano do Umiastowa i z powrotem.
W klasie 3-osobowe ławy, 1 tablica i szafa na „pomoce naukowe” — kilka obrazów i biblioteka — kilka zniszczonych książek. Uczniowie bez zeszytów, bez książek. Najczęściej na jakichś gazetach, papierach pisali i przy pomocy gazet uczyli się. Program był — trzeba go było realizować, ale z jakim olbrzymim wysiłkiem. Mimo tego wysiłku, niewygód — praca była piękna, nawet porywająca. Właśnie te niewygody, braki zespoliły nas jakby w jedną rodzinę. Uczniowie, rodzice, szkoła — każdy jak mógł wyszukiwał, co tylko mogło być pomocne w nauce. Znalazły się jakieś dawne zeszyty z bardzo starannie prowadzoną np. geografią, przyrodą: czy jakieś stare podręczniki do matematyki, jakieś ilustracje, to narzędzia, materiał w postaci kawałków desek, blach, drutu, gwoździ — wszystko było potrzebne, nawet zużyte bateryjki z latarek itp., itp.

Przyszła zima mroźna, śnieżna; codzienne wędrówki Pruszków — Umiastów stały się niemożliwe. Zostawałam w szkole, spałam na kocu, na podłodze — ale nie było źle. Wspólna praca, wspólne dążenie do poprawienia warunków pracy szkoły porywały do pracy, do obmyślania wielu spraw. Nie było czasu zastanawiać się, że zimno, głodno, niewygodnie. Z czasem droga Pruszków — Umiastów stała się jakaś krótsza i ten koc na podłodze bardzo miękki i ciepły.
Z końcem roku szkolnego druga koleżanka przeniosła się do Ożarowa. Zostałam sama; każdy bał się tego Umiastowa, bo „tak daleko”. Wówczas na prośbę Inspektoratu Szkolnego moja mama — 62-letnia — została drugą nauczycielką. Na moją prośbę została tu uruchomiona klasa V, potem VI, a wreszcie VII. W międzyczasie zostało wyremontowane pomieszczenie na mieszkanie, dla szkoły udało mi się wynająć drugą izbę w drugim budynku. Lekcje trwały od godz. 8 rano do 21—22.
Komitet Rodzicielski zakupił ławki szkolne 2-osobowe. Jako, że do klasy wchodziło się wprost ze dworu — rodzice dobudowali kryty ganeczek, który zarazem stał się szatnią. Wokół szkoły zostało ślicznie zagospodarowane. Znalazło się miejsce na małe boisko i malutki ogródek doświadczalno – hodowlany. Obejście szkoły uczniowie obsadzili żywopłotem z bzu, który przynieśli od siebie Przynieśli nawet dwie małe dzikie jabłonki, które na biologii zaszczepieliśmy, a po kilku latach jeszcze zdążyły nam zaowocować.
Od tych najcięższych chwil powojennych tworzył się system tut. szkoły, spółdzielczości pedagogicznej, który, jak później okazałe się jest zbliżony do technik Freineta. Uczniowie nauczyli się, że wszystko co szkolne, to „nasze”. Dbali o każdą rzecz, o czystość, porządek, pomagali sobie wspólnie. Samorzutnie przychodzili wcześnie rano lub po południu, by, jak mówili „pielęgnować przyrodę”; lub wspólnie wykonywać coś, co było potrzebne dla szkoły. Istniało w szkole SKO, malutka spółdzielnia uczniowska, Samorząd Uczniowski. W ramach prac dla wsi obsadziliśmy drogę wzdłuż wsi, to obsadziliśmy drzewkami domostwa uczniów, gdzie było zupełnie pusto.
Jednym też z początkowych zajęć było poznanie środowiska domowego uczniów; ich kolegów, rodzeństwo, zajęcia domowe, rodziców, atmosferę panującą w domu itd., itd. Poznawszy środowisko domowe ucznia, obserwowało się go w szkole, poznawało jego osobowość, jego, jako przyszłego budowniczego Polski Ludowej. Wtedy to jaskrawo wychodziły różne braki, wynikające z wychowania domowego i… należało je kompensować. Starałam się stworzyć szkołę-dom, dom, w którym następowało właśnie wyrównywanie różnych braków pojęć, sposobu wypowiadania się działaniu, na obustronnym zaufaniu.
W tej małej szkółce robiliśmy przedstawienia dochodowe, zbierało się makulaturę, a pieniądze z tego przeznaczało się na zakup pomocy naukowych, książek do biblioteki, na artykuły sanitarno-higieniczne. Z czasem na te cele znalazły się — chociaż w małej ilości — pieniądze w budżecie gminnym.
Absolwenci z tych czasów są profesorami, lekarzami, inni poszli w innym kierunku, ale po dziś dzień nie zatracili kontaktu z tą szkołą.
W owych czasach zajęłam się też młodzieżą pozaszkolną z PGR-u. Urządzaliśmy przedstawienia, stworzyłam z nimi chór. To samo z młodzieżą sezonową w miejscowym Zakładzie Roślin Ozdobnych. Był również chór przedstawienia, akademie np. na 1 Maja, 22 Lipca — nieraz wspólnie z młodzieżą szkolną. To z młodzieżą czytaliśmy np. „Krzyżaków” — H. Sienkiewicza, czy „Trylogię”. Zebrałam również wszystką młodzież miejscową — tak powstało w 1957 r. Koło Młodzieży Wiejskiej, które miało olbrzymi wachlarz prac, z wyjazdami, z występami zespołu tanecznego do wielu miejscowości w Polsce. W Kole tym zjednoczyłam młodzież z PGR-u, miejscowego Zakładu i rolniczą. Pomieszczenie początkowo było malutkie, ale zajęcia ogromnie urozmaicone. W ten sposób powstał Uniwersytet Powszechny i Przysposobienie Rolnicze. Z czasem zawiązałam Koło Gospodyń Wiejskich.
W międzyczasie robiłam starania o budowę szkoły w Umiastowie. Sprawa szła opornie. Aż w r. 1955, w setną rocznicę śmierci Adama Mickiewicza urządziliśmy akademię — w bardzo trudnych warunkach, w klasie z walącym się stropem — ale bardzo udaną, wspólnym wysiłkiem: młodzież szkolna i poza szkolna. Tam padła myśl budowy szkoły. Zaraz zawiązał się Społeczny Komitet Budowy Szkoły, który z racji akademii obrał imię Adama Mickiewicza.


Notatki Ewy Morus dokumentujące udział mieszkańców w 1957 roku w budowie szkoły w Umiastowie
Przez usilne, wytrwałe starania o pozwolenie na budowę szkoły, o ziemię pod tę budowę — Komitet Budowy Szkoły dopiął tego, że 18.V.1957 r. został położony „kamień węgielny” pod budynek szkolny, a w dziewięć miesięcy później 18.11.1958 r. szkoła została oddana do użytku.

Nie przesadzę, jeśli powiem, że budynek szkoły tut., to pomnik całego tutejszego społeczeństwa. Prócz w/w starań, prócz pieniędzy składanych ofiarnie na budowę szkoły — społeczeństwo zwiozło cały materiał (nieodpłatnie), prócz tego kto jak mógł, pracował przy budowie jako siła niefachowa.
Szkoła została wybudowana, piękna, z dość dużym obejściem, ale… W szkole kilka ławek, stolików, krzeseł, 2 szafy, 2 stoły i… koniec. A wokół szkoły pola, pola, pustka… Była wtedy VI kl. najwyższa, 3 nauczycielstwa. Zaczęły się wtedy wspólne: uczniowie, nauczycielstwo, społeczeństwo — narady, planowania, gromadzenia, sprawozdania, wykonywania pomocy naukowych. Każda nowa rzecz, każdy wysiłek, który nie poszedł na marne, to wspólna radość; były i wspólnie przeżywane niepowodzenia. By zagospodarować pustkę wokół szkoły, miejscowy Zakład Hodowli Roślin przyszedł z pierwszą pomocą. Dalej już planowało się, zagospodarowywało wspólnie (jak zawsze) z uczniami. Z czasem wokół szkoły powstał mały ogród botaniczny: rośliny pól, lasów, łąk, górskie, chronione, skalniak uzmysławiający Tatry z tatrzańską roślinnością, poza tym rośliny rzadko spotykane — unikalne. Jedna część, to część hodowlana. Nie ma w niej grządek wyznaczanych dla poszczególnych klas. Jak na całości obejścia szkoły, tak i w części hodowlanej gospodarują wszyscy uczniowie. Co roku planują gdzie, co i jak ma być. Robią pryzmy kompostowe do nawożenia gleby. Hodują różne warzywa, rośliny kwiatowe. Sieją, sadzą, rozmnażają same. Z warzyw robią surówki, różne sałatki. Uczą się przy tym sposobów uprawy, przydatności tych roślin. Uprawiają też rośliny oleiste, z których nasiona są na dożywianie ptaków w zimie. Z roślin włókiennistych uprawiają konopie, len. Nawet uczą się międlić (na międlicy własnej roboty). Przędą na kołowrotku. Przez to mają porównanie pracy dawniej, a dziś. Część ogrodu, to sad z wszystkimi możliwymi drzewami i krzewami owocowymi. Pielęgnują je, przesadzają w miarę potrzeby, rozmnażają. Dużą częścią owoców dzielą się i zjadają, a pozostałą część przetwarzają przeważnie w czasie wakacji na dżemy, konfitury, galaretki. W okresie od jesieni do wiosny, Spółdzielnia Uczniowska prowadzi dożywianie. Wtedy do mleka mają świeże pieczywo, do którego z kolei mają swoje przetwory, owocowe. W czasie tych śniadań uczniowie sami, od kl. I w zorganizowany sposób same się obsługują. Na stoliczkach w klasie (przykrytych serwetkami własnej roboty) zjadają śniadania, każdy po sobie sprząta, tak, że rola woźnej ogranicza się tylko do ugotowania mleka i pomycia garnuszków, a nauczycielstwa… obserwowanie, czy wszystko odbywa się odpowiednio.
Uczniowie rozmnażając w ogrodzie szkolnym krzewy owocowe — otrzymują część dla siebie, tak, że obecnie przy każdym domu uczniowskim jest ogródek z tymi owocami i kwiatami.
Chcąc odpowiednio ukierunkować pracę dydaktyczno – wychowawczą szkoły, stworzyć system, my, nauczyciele — od pierwszych powojennych czasów, staramy się poznać każde dziecko na tle jego środowiska, przez wnikliwą obserwację poznać jego osobowość, zainteresowania, braki: środowiskowe, wychowawcze — po to, by w życiu społeczności szkolnej znaleźć odpowiednie miejsce dla niego i w sposób delikatny kierować jego poczynaniami, działalnością, by z kolei odpowiednio rozwijała się jego osobowość, a równocześnie staramy się kompensować jego braki środowiskowe.
System szkoły, jaki się wytworzył, to spółdzielczość, spółdzielczość pedagogiczna. Mówiąc o niej trudno myśleć tylko o stronie wychowawczej, gdyż ta nierozerwalnie łączy się z pracą dydaktyczną.
W wychowaniu i pracy dydaktycznej chodzi nam o rozwój wszechstronny dziecka, tego pozytywnego obywatela Polski Ludowej, działającego świadomie dla pomnażania zasobów gospodarczych, kulturowych kraju.
Głównymi zagadnieniami w pracy naszej szkoły są:
- Wychowanie moralno-społeczne, które wiąże się z wychowaniem patriotycznym.
- Działanie — praca dla wspólnego celu.
- Kształtowanie cech gospodarczych i obywatelskich.
Działania wg tych zagadnień są ściśle z sobą zintegrowane.
W szkole organizujemy całokształt życia z wszechstronną działalnością uczniów. Stwarzamy sytuacje, w których dziecko uczy się żyć w jedności ze światem, w którym żyje. Cała praca przebiega w obustronnym zaufaniu: uczeń-nauczyciel. Staramy się, by szkoła była szkołą-domem, szkołą wychowującą, kształcącą, opiekuńczą.
W poniedziałki przed lekcjami rozpoczynamy tydzień wspólnym rozplanowaniem prac na tydzień. W soboty następuje rozliczanie się z wykonania podjętych prac, a zarazem następuje obliczanie punktów „zarobionych” w ciągu tygodnia.
Dzień pracy szkoły rozpoczynamy wspólnie odśpiewaną, wybraną przez uczniów piosenką (Hymn Harcerski, piosenka żołnierska, czy ludowa). Już to zgromadzenie się klas i wspólne odśpiewanie wybranej przez dzieci piosenki jest momentem uspołeczniającym, a zarazem pobudzającym do samorządności.
Akcentem rozpoczęcia uroczystości państwowych, szkolnych, jest wciągnięcie flagi na maszt (przez gospodarza szkoły i prezesa Spółdz. Uczn.), przy dźwiękach Hymnu Państwowego, a potem odśpiewanie Hymnu Szkoły. Melodia Hymnu szkolnego jest zaczerpnięta z melodii ludowych, a słowa ułożyła uczennica kl. III. Oto słowa tego Hymnu:
Szkoło, ty nasza, kochana szkoło,
Ty jesteś szkoło nam czarodziejka.
Ty dobrze nas uczysz, nas uczysz
Od małego dziecka.
Ty nauczyłaś nas już tak wiele
O naszym polskim dzielnym narodzie,
I przyrodę wciąż kochać, wciąż kochać,
Dobrym być na co dzień.
Więc się też wszyscy chętnie uczymy
I miłujemy się też wzajemnie.
Bierzmy się więc do pracy, do pracy!
Razem tak przyjemnie.
(Małgorzata Gołębiowska, ucz. kl. III)
![]() |
![]() |
Karty z kroniki szkolnej spisywanej przez Ewę Morus z roku 1957 opisujące życie szkoły
Każda klasa ma swoją nazwę, Np. kl. IV — „Ptaki”, a grupy w niej: „Orły”, „Sikorki” itp., kl. III „Owady”, grupy w niej: „Motyle”, „Biedronki” itp.
Lekcje prowadzone są w grupach. Grupy dobierają się same i w razie potrzeby — zmieniają. Dzieci samorzutnie pomagają sobie, nie ma współzawodnictwa, tylko wyrabiamy w nich świadomość, że uczą się, by umieć, wyrabiamy ambicję skierowaną w tym kierunku, że uczniowie swoją pracą podnoszą wartość szkoły, uczą się celowości pracy na wspólny użytek. Na skutek planowania, uczniowie z góry znają jakie tematy będą opracowywane w każdym bieżącym tygodniu. Sami nauczyli się przygotowywać coś ciekawego na lekcje, przygotowują odpowiednie pomoce naukowe, nieraz przygotowują, albo w ogóle prowadzą całą lekcję. Cały majątek szkoły jest do dyspozycji uczniów nie ma niczego zamkniętego, wiedzą gdzie czego szukać. W niektórych wypadkach czynią to z naszą wiedzą.
Zasoby szkoły są duże. Uczniowie mają swoją biblioteczkę pracy: stare podręczniki, różne pisma: Miś, Świerszczyk, Płomyczek, Płomyk, Stolica, Kraj Rad, Poznaj Swój Kraj, Poznaj Świat, Przyroda Polska i wiele innych. Prócz tego literaturę popularno-naukową, duży zasób ilustracji, zbiór reprodukcji malarskich, przezrocza. Prócz tego tworzą z materiału ilustracyjnego czy opisowego teczki tematyczne. W specjalnych kasetach gromadzą wg tematów kartki-widokówki. Bardzo rozwinięta jest filatelistyka: każda klasa gromadzi w klaserach wg uznanych przez siebie tematów — znaczki. Z pomocniczych przedmiotów mają maszyny do pisania, na których od kl I uczą się i piszą. W miarę potrzeby samorzutnie tworzą na poszczególne tematy albumy. W każdej klasie każda grupa ma swoją drukarenkę, wykorzystują ją i na lekcjach, i na zajęciach poza lekcyjnych.
Prac, zajęć uczniowie mają wiele i różnorodnych — trudno wszystkie wyliczyć. Ale bez świadomego współdziałania nie miałyby celu. Prócz tego uczą się samodzielności, zaradności, w wysokim stopniu kształtują postawę zaangażowania, kształtują się na jednostki twórcze.
W tych różnych formach pracy w naszym systemie spółdzielni pedagogicznej jest autentyzm działania i powiązania z życiem. Np. wiele wykonują pomocy naukowych na pracach ręcznych, czy w „pogotowiu technicznym”. Bardzo często są to pomoce pomysłu nauczyciela. Np. do ogródka geograficznego zrobiły dzieci gnomon, przyrząd do mierzenia wysokości Słońca, zegar słoneczny klatkę meteorologiczną; do klasy wiatromierz działający po włączeniu do sieci elektrycznej. Przyrządy te są potrzebne, gdyż uczniowie od wielu lat prowadzą codzienne, bardzo ścisłe obserwacje meteorologiczne (w specjalnym zeszycie). Obserwacje te są wykorzystywane do porównywań, a nawet przewidywań pogody.
Ciekawą formą prac jest wspólne samo-wychowanie. Między innymi uczniowie mają wywieszkę z kieszonkami, nad którymi są napisy: „Dziękujemy”, Krytykujemy”, „Proponujemy”. Na przygotowanych karteczkach w/g swojego uznania piszą swoje uwagi, ale podpisują się pod nimi. Kształci to poczucie odpowiedzialności za swój sąd. Co dwa tygodnie sekretarz SP. Ucz., na wspólnym zebraniu odczytuje każdą notatkę, autor objaśnia okoliczności, rozszerza swoją myśl i wspólnie zastanawiamy się i odpowiednio ustosunkowujemy do tych notatek. Wspólne omawianie, odpowiednie odnoszenie się do spraw poruszanych w notatkach uczy nie tylko odpowiedzialności za treść uzewnętrznioną, ale też uczy patrzeć krytycznie na różne sprawy związane z życiem naszej szkolnej społeczności, i nie tylko szkolnej, uczy wspólnego zarządzania, kultury, uczy poszukiwania czynników warunkujących powodzenie jakiejś akcji.
Uczniowie prowadzą korespondencję z uczniami innych szkół w kraju i zagranicą. Np. kl. II. z Italią, kl. III. z Finlandią, kl. IV. Z Węgrami, a prócz tego każda klasa ma swoich krajowych korespondentów. Korespondencja sprzyja wyzwalaniu czynnych form języka ojczystego, kształtuje się postawa obywatelska, zrozumienie internacjonalizmu. Poza tym wzbogaca horyzont myślenia; nam, pedagogom daje to też wiele pożytku, gdyż wychowawcy korespondentów naszych uczniów — w kraju, czy za granicą — odwiedzają naszą szkołę, co z kolei umożliwia nam wymianę doświadczeń pedagogicznych.
Uczniowie każdej klasy prowadzą Kroniki klasowe. Odzwierciedlają one całokształt prac, zainteresowań uczniów.
Prowadzone są lekcje „swobodnego tekstu”, na których uczniowie piszą na temat obrany przez siebie. Jest to jedna z form swobodnej twórczości dziecka. Dzieci uczą się swoje myśli wypowiadać pięknym językiem; korzystają z różnych słowników: Poprawnej polszczyzny, „Słownika wyrazów o podobnym znaczeniu” wielu innych. Lekcje te stwarzają sytuacje do utrwalania wiadomości ortograficznych, gramatycznych, słownikowych.
Poza tą formą swobodnej twórczości dzieci jest cała gama innych form. Np. wywiady środowiskowe, dyskusje, spontaniczne inscenizacje, organizacja przerw międzylekcyjnych — np. tańce w/g własnych układów, i wiele, wiele innych form.
Wspomniałam już o ogrodzie szkolnym. Chcę jeszcze podkreślić jak wielkie znaczenie ma w pracy dydaktyczno-wychowawczej o ile jest odpowiednio prowadzona, odpowiednia organizacja pracy w nim. Staje się on w dużej mierze źródłem wiedzy, np. z geografii, przyrody, matematyki, j. polskiego. Uczą się samodzielności, gospodarności, zaradności, planowania, postaw zaangażowania, a nawet rozwija się uczucia patriotyczne przez okazywanie piękna przyrody ojczystej bodaj na takim małym skrawku Ojczyzny.
Inna forma prac naszej spółdzielczości pedagogicznej, to sklepik, zaopatrywany jest w przybory szkolne, podręczniki (nowe i stare), artykuły sanitarno-higieniczne (mydło, pasta i szczoteczki do zębów itp.), znaczki, kartki pocztowe. Do sprzedawania w sklepiku, jako sklepowi są brane dzieci już od kl. II., z tym, że sklepowi zmieniają się w ciągu roku szkolnego. Skarbnik wypisuje dowody przychodowe i rozlicza się z pieniędzy. Raz na kwartał Zarząd Spółdzielni wraz z opiekunem przeprowadzają remanent. Pod koniec roku kalendarzowego opiekun Sp. Uczn. z uczniami przeprowadza bilans działalności Sp. Uczn. Z rocznej działalności spółdzielni w bilansie jest wykazywana wypracowana nadwyżka. Na wspólnym zebraniu dzieci podsumowywują pracę spółdzielni i poszczególnych jej członków oraz dokonują podziału nadwyżki. Część jej przeznaczały (na przestrzeni kilku lat) to na odbudowę Zamku Królewskiego, to na Centrum Zdrowia Dziecka, to na Fundusz Ochrony Zdrowia. Prócz tego zostały zakupione saneczki, ręczna kosiarka trawnikowa, ule i sprzęt pasieczny (w ogrodzie szkolnym uczniowie mają małą pasiekę, wraz z opiekunem Sp. Ucz. wykonują tam niektóre czynności hodowlane). Poza tym część nadwyżki przeznaczają na własne potrzeby: wycieczki, urządzenie zabawy karnawałowej, zorganizowanie Dnia Dziecka, Dnia Sportu Szkolnego, na nagrody dla wyróżniających się członków sp. ucz. W ciągu istnienia od wielu lat sklepiku, nie trafiło się nigdy manko czy superata. Jest to dowodem solidnej, uczciwej pracy uczniów z równoczesnym zaangażowaniem, gospodarnością, poszanowaniem mienia wspólnego, społecznego.
Dla podnoszenia stanu zdrowotności uczniów dużą wagę przywiązujemy do czystości i wychowania fizycznego. W szatni uczniowie przebierają buty na juniorki. O ile mają buciki zabrudzone, czyszczą je, gdyż w szafkach na buty mają odpowiednie szczotki i pastę do butów. W łazienkach zawsze są przybory toaletowe: szczoteczki do paznokci, mydło, szczotka do ubrań, papier toaletowy itd. W obejściu szkoły i w budynku szk. uczniowie umieścili śmietniczki, w ogóle dbają bardzo o czystość.

Szkoła w Umiastowie w 1974 roku
Codziennie na każdej lekcji są prowadzone ćwiczenia śródlekcyjne i codziennie — międzylekcyjne. Sala gimnastyczna jest zastępcza. O ile tylko pogoda jest możliwa, dzieci, przerwy i wychowanie fizyczne mają na boisku szkolnym, na którym jest część trawiasta a część utwardzona, na której w zimie jest lodowisko. Na boisku jest równoważnia wykonana przez uczniów. Poza tym skocznia, a od dwóch lat przygotowany jest z różnych odpadów pokrywanych ziemią — zjazd saneczkowy. Całe boisko, to „zielona sala”, gdyż dokoła jest obsadzone żywopłotem — każdy bok innym: jaśmin, głóg, kalina z brzozami i ałycza.
Trudno mi jest omówić całokształt pracy dydaktyczno-wychowawczej tej małej szkoły, która od 1964 r. jest szkołą z kl. I—IV., a obecnie filią szkoły zbiorczej; przebiegu i treści wszystkich działań w tut. szkole, form i metod pracy, z których wiele jest nowych np. matematyka w kl. I., II. i III. w/g nowego programu, metoda szybkiego czytania w kl. I.
Chciałam tu pokazać, jak na przestrzeni 30 lat kształtował się system tut. szkoły. System oparty nie na pracy jednostki, tylko na ścisłym współdziałaniu grona nauczycielskiego, uczniów, rodziców.
EWA MORUS
Wspomnienia uczniów i mieszkańców Umiastowa
Anna Trzonkowska
Była moją nauczycielką przez 4 lata, cudowna kobieta o wielkim sercu, był jeszcze wtedy drugi nauczyciel, ale nie pamiętam jak się nazywał, chyba Nitczyński. Nauczycielka z powołania, osoba kochająca dzieci
Moja nauczycielka, kochałam te szkołę.
Lidzia Kołosowska
Moja szkoła lata 60te moja nauczycielka super.
Renata Kłos
Kiedyś uczono młodzież zaradności, wspólną pracą, sprzątanie terenu wokół szkoły, cmentarza wojskowego, teraz rodzice zrobili by aferę, że ich dzieci sie prześladuje, dziś chore czasy chorzy ludzie i młodzież dziwna.
Jurek Kiler
Nie załapałem się bo nie te lata, ale wszyscy opowiadali mi o tej Pani w samych superlatywach.
Mnie uczył Pan Józef Nitczyński.
Świetny człowiek, charakterny i z zasadami.
Przede wszystkim oddany i zaangażowany nauczyciel.
Wzór pedagoga.
R.I.P.
Łukasz Cymański
Jurek Kiler dokładnie , uczył mnie matematyki i czegoś w rodzaju zpt. Uprawialiśmy owoce, agrest, jabłka, gruszki, rabarbar , warzywa (w tym topinambur) dbaliśmy o ogródek, robiliśmy karmniki dla ptaków… Ja miałem zaszczyt być szkolnym meteorologiem, wcześniej, ów zaszczyt pełnił mój brat, uczyliśmy się języka esperanto, pisaliśmy korespondencyjnie z wieloma krajami, Pani Dyrektor tłumaczyła nasze teksty na właśnie język esperanto, który w zamiarze miał być językiem międzynarodowym…
Co to były za czasy…
Jurek Kiler
Łukasz Cymański czego ja się dowiaduję…
Niesamowite.
Ja pamiętam, jak Pan Józef miał pasieki za szkołą i brał nas czasami w bezpiecznej odległości żeby się przyjrzeć jak pracuje z pszczołami.
Ogniska za szkołą były w okresie letnim częste.
Ziemniaki z popiołu, kiełbaski z kija, lemoniada, którą sami przygotowaliśmy.
Pamiętam tę stację Meteo.
Pamiętam, jak nas uczył stron świata, jak sprawdzić za pomocą palca skąd wieje wiatr…
Mnóstwo praktycznych porad i wskazówek do życia.
A dzisiaj?
Dzisiaj nie ma nauczyciela. Dzisiaj są roboty systemu…
Tadeusz Pytkowski
To wszystko jest opisane w kronikach szkolnych.
Zastanawiałem się kiedyś czy kroniki szkolne można opublikować w wersji elektronicznej.
Są listy z całego świata.
Klocki lego które dostaliśmy od ministra oświaty są do tej pory.
Łukasz Cymański
Tadeusz Pytkowski super materiał by był
Łukasz Cymański
Mimo tego, że historii do 3 klasy nie było w programie, to na języku polskim bardzo dużo o niej rozmawialiśmy, wspaniała Patriotka i Pedagog, to Pani Dyrektor zasiała we mnie zamiłowanie właśnie do historii
Adam Głowacki
Szkoła inna niż wszystkie. Wyniosłem zamiłowanie do przyrody. Ogród był wspaniały. Pani Dyrektor była damą w starym stylu. Co prawda dziś papieros na korytarzu chyba nie byłby mile widziany.
Michał Cymanski
Kiedyś było jakoś fajniej…..
Marek Janusz
Jakby to było wczoraj
Bożena Koźlicka
Wspaniała kobieta wiele nauczyła nie tylko polskiego ale i jak robić przetwory i pączki
Alicja Stefanik
Może to dobry moment żeby przedstawić sylwetki p. Morus i p. Nitczynskiego przy okazji otwarcia nowej szkoły i powrócić do wielu wypracowanych przez nich tradycji szkolnych. Nie chodziłam tutaj do szkoły ale wiele słyszałam dobrego o obojgu Państwu i atmosferze tego miejsca, które współtworzyli także rodzice później.
Grażyna Antonina Wojszczyk
Pracowałam w Umiastowie, kiedy jeszcze żyła Pani Morus…
Maria Krystyna Dominiak
Uczyła mnie 4 lata mam cudowne wspomnienia.
Jozef Glowacki
Moja wychowawczyni
Jan Jurkowski wspomina: Często nad pola w Umiastowie przylatywał minister szkolnictwa Jerzy Kuberski (od WMOM – urodził się w obecnych Nowych Babicach, ówcześnie w Paschalinie). Machał skrzydłami nad szkołą, nad szkółką roślin ozdobnych a pani Ewa i dzieci oraz pracownicy szkółki machali z dołu.
Barbara Woźniak przez kilka lat była szkolną pielęgniarką, kontrolowała dzieci, szczepiła je. Opiekowała się panią Ewą przed śmiercią (chyba jeździła do szpitala). Pani Ewa Morus bardzo dużo paliła papierosów, miała ziemistą i zniszczoną cerę, wyglądała starzej niż wiek na to wskazywał (gdy zmarła miała 81 lat). W obejściu była bardzo miła, częstowała zawsze herbatą podawaną w starej filiżance i cukier w starej cukiernicy. W klasie było sporo starych przedmiotów: żelazka, naczynia, flakony – tworzyły szkolne muzeum.
Zapraszamy też do czytania książki Grażyny Pytkowskiej „Jest taka szkoła”
Galeria zdjęć ze szkoły w Umiastowie z lat 1973 i 1982
W Narodowym Archiwum Cyfrowym (NAC) znajdują się zdjęcia ze szkoły w Umiastowie wykonane w latach 1973 i 1982.



Wyjątkowa szkoła w Umiastowie, wyjątkowa Pani Dyrektor i nauczycielka Ewa Morus i Pan Józef Nitczyńki również nauczyciel.
Uczęszczałam do tej szkoły wyniosłam z niej same pozytywy.